Uwielbiam polskie cukierki! – powiedział rudy Amerykanin, którego Staszek poczęstował krówkami – mają zawsze takie dziwne nazwy, które nijak się mają do smaku cukierka: wiewiórki, króliki…
Nigdy nie słyszałem, żeby Wedel albo inny rodzimy producent sprzedawał wiewiórki…krówka natomiast przełamała lody i rozmowa gładko potoczyła się dalej. Nasz sąsiad okazał się być niezależnym fotoreporterem i właśnie wracał z Europy, gdzie pracował nad jakimś projektem. Spośród dziedzin fotografii, w których zarabia wymienił…proposal photography. Nie fotografię ślubną, ale zaręczynową: narzeczony w tajemnicy wynajmuje fotografa i wtajemnicza go w miejsce i przebieg „akcji”. Fotograf musi, niczym szpieg, siedzieć incognito nieopodal i czekać na właściwy moment, magiczne „5 sekund”, żeby oddać „strzał” ze swojego aparatu. Tylko tak ma szansę uchwycić naturalną ekpresję zaskoczenia i radości.
W trakcie naszej rozmowy Amerykanin rzucił słowo „hiking”, więc postanowiłem pociągnąć go za język i dopytać. Okazało się, że zjechał i schodził wiele parków narodowych i polecił nam kilka swoich ulubionych miejsc. Bezcenne. Chyba zmęczyłem go pytaniami, bo potem zajął się już swoimi zdjęciami.
Później zabraliśmy się ze Staszkiem za czytanie. 8 godzin powinno wystarczyć na dokończenie 100 stron książki. Okazało się, że nie wystarczyło nawet na 40, bo co 3 strony zamykały nam się oczy…
Po wylądowaniu wybrali nas losowo na prześwietlenie bagażu:
- Where are you from?
- Poland.
- Do you have any "kielbasa"?
- Yyy...no? We only have a few sandwiches...
- How many "kanapkis" do you have?
- Yyy...no? We only have a few sandwiches...
- How many "kanapkis" do you have?
Okazało się, że Staszek wziął na drogę kanapki i kabanosy, więc musieliśmy czekać, aż umundurowany strażnik w gumowych rękawiczkach ostrożnie odwinie folię i zajrzy między skibki. W tym czasie widzieliśmy, jak inna celniczka wyjmuje z czyjejś torby naręcza liści i łodygi jakiejś zieleniny. Tyle.
wiadomo że miał rację, w końcu są też raczki i jaskółki :)
OdpowiedzUsuń