poniedziałek, 15 sierpnia 2011
Piątek, 5 sierpnia
Czwartek, 4 sierpnia
niedziela, 7 sierpnia 2011
Środa 3 sierpnia
Tradycja akademicka w Princeton? Thomas D'Andrea ocenia ją krytycznie. Na uniwersytet trafia coraz więcej imigrantów z różnych stron świata, a starych zwyczajów uczelnianych jest zbyt mało, aby dostarczyć wszystkim studentom wspólnego języka. W rezultacie kontakt przybyszów z historią miasta i samej wszechnicy staje się powierzchowny, a gdy po paru latach opuszczają mury uniwersytetu, nie są z nim związani tak mocno, jak absolwenci niektórych innych uczelni (D'Andrea podaje tu zwłaszcza przykłady Oksfordu i Cambridge, dobrze mu znanych dzięki temu, że sam jest pracownikiem akademickim w Wielkiej Brytanii).
Tak oto jedna z najsłynniejszych uczelni świata stopniowo traci swój dawny charakter, stając się tylko (a może "aż", skoro piszę to z polskiej perspektywy) jednym z kilkunastu ważnych amerykańskich uniwersytetów.
Przy okazji warto wspomnieć o krótkiej historii uczelni wyższych w USA, którą podczas jednego z wykładów przedstawiła Susan Hanssen. Wiele z uniwersytetów w Ameryce Północnej powstało w pierwszej połowie XVIII wieku jako liberal arts colleges (odnoszę wrażenie, że angielski termin brzmi lepiej niż "kolegia sztuk wyzwolonych"). Zakładali je purytanie negatywnie nastawieni do europejskiej polityki (pamiętajmy, że już niedługo zacznie się wojna kolonistów z Brytyjczykami), w tym do coraz silniejszej nowożytnej idei państwa narodowego. Wyjściem, które zaproponowali, był powrót do osłabłej w Europie, szacownej średniowiecznej tradycji artes liberales. Małe amerykańskie kolegia miały kształcić czynnych uczestników ówczesnego życia politycznego i społecznego.
Wszelako w XIX wieku amerykańskie uniwersytety zaczęły przejmować model niemiecki, zakładający funkcjonowanie dużych uczelni skoncentrowanych w znacznej mierze na badaniach naukowych, ze szczególnym uwzględnieniem żywo rozwijających się nauk empirycznych: najpierw fizyki, biologii, chemii, a następnie socjologii czy psychologii. Wraz z przemianami XX wieku doprowadziło to do tego, że rozbieżności między amerykańską oraz europejską edukacją wyższą są obecnie znacznie mniej istotne niż w czasach oświecenia i romantyzmu. Niemniej jednak w USA w dalszym ciągu można dostrzec różnice między małymi "kolegiami" a dużymi "uniwersytetami".
W następnym odcinku -- ciekawostki z historii Uniwersytetu w Princeton!
Wtorek, 2 sierpnia
czwartek, 4 sierpnia 2011
Poniedziałek, 1 sierpnia
Wojtek: So what’s typical American food?
2.
Niedziela, 31 lipca
wtorek, 2 sierpnia 2011
Sobota 30 lipca
1. Rasizm czy ponura rzeczywistość? Czarnoskórzy Amerykanie to zaledwie 12% społeczeństwa, a jednocześnie ponoć aż 80% więźniów. Zatem czy niechęć do tego, by mieć Murzyna za sąsiada, pracownika czy lokatora, to rzeczywiście uprzedzenie? Z drugiej strony ta negatywna reputacja wpływa na to, że standard życia czarnoskórych oraz ich sytuacja społeczna są najczęściej dużo gorsze niż u białych, co sprzyja wysokiej przestępczości. W ten sposób koło się zamyka i nawet czarnoskóry prezydent nie ma na to wielkiego wpływu, bo oprócz zmian w amerykańskiej świadomości potrzebne są też zmiany w systemie.
2. W Stanach nie chodzi się piechotą; amerykańska średnia to ponad dwa samochody na rodzinę. Paramus, w którym zatrzymaliśmy się na trzy dni, jest siecią ulic i autostrad, wokół których wyrosły centra handlowe z wielkimi parkingami oraz piękne domy otoczone mnóstwem zieleni. Życie płynie albo w domu, albo w mallu – trudno byłoby kogokolwiek podejrzewać o chęć przechadzek wzdłuż pięciopasmowych ulic. Nie ma też ani autobusów miejskich, ani ścieżek rowerowych, ani nawet chodników poza terenem osiedli. Przestrzeń publiczna jest zbyt rozległa, żeby spotykać się z nią sam na sam. Niezbędny jest pośrednik: samochód.
3. Ameryka to dziwna kraina, w której płaci się za odbieranie SMS-ów. Dobrze przeczytaliście, odbieranie. Wiedziałem, że musi istnieć taka dziedzina życia, w której mieszkańcy Stanów Zjednoczonych nie są jeszcze ucywilizowani. Trzeba im jednak oddać, że pod pewnym względem ucywilizowali się aż za bardzo: telefon z kontraktem na 90 dni można teoretycznie zwrócić nawet po 90 dniach użytkowania (byle w oryginalnym pudełku). Nie trzeba podobno żadnych tłumaczeń, wystarczy być niezadowolonym z jakości produktu. Już się zastanawiamy, czy we wrześniu to zadziała…
4. Co oprócz starej nokii z nowym numerem można kupić w Ameryce? Między innymi czajnik z oryginalną harmonijką Hohnera, który gwiżdże – czajnik, nie Hohner – na dwa tony. A co można zobaczyć na biurku pracownika AAA (związku 51 klubów samochodowych, który oferuje bezcenną pomoc podróżującym autem przez Stany)? A Clash of Kings, drugi tom coraz lepiej znanego cyklu George’a Martina. W Nowym Jorku jest już autobus pomalowany w barwy Gry o tron, toteż czekamy tylko na billboardy wyświetlające sceny z serialu.
Może wtedy Wojtek w końcu się zgodzi obejrzeć przynajmniej dwa odcinki? Trzymajcie kciuki!
poniedziałek, 1 sierpnia 2011
Piątek 29 lipca
– Staszku, teraz twoja pora na wpis.
– Ale ja nie mam tutaj laptopa.
piątek, 29 lipca 2011
28 lipca
- Yyy...no? We only have a few sandwiches...
- How many "kanapkis" do you have?