niedziela, 7 sierpnia 2011

Wtorek, 2 sierpnia

Ostatnie dni w całych Stanach Zjednoczonych upłynęły pod znakiem wielkiego sporu o amerykański dług publiczny. Jeżeli Kongres nie uchwali ustawy podwyższającej dopuszczalny poziom długu (który swoją drogą wzrósł o jakieś 100% podczas rządów George'a Busha, w sporym stopniu zapewne wskutek wojny w Iraku), konsekwencje dla gospodarki USA będą katastrofalne. Nawet jeżeli Republikanie i Demokraci (tudzież przedstawiciele Partii Herbacianej, równie dziwnej jak jej nazwa) zdołają się w końcu porozumieć, to jedna wiadomość i tak poszła w świat: Stany Zjednoczone Ameryki są kolosem na glinianych nogach. Dobrobyt lat siedemdziesiątych trwa już tylko we wspomnieniach.

Tyle o wielkim świecie, wracamy do małego (30 tysięcy mieszkańców) Princeton. Seminaria to jednak głównie wykłady, tak jak przewidywał wujek Wojtka. Przypuszczałem, że będą mieć bardziej ćwiczeniowy charakter. Liczyłem też na to, że szybciej zaczniemy pracę nad tekstami, które mieliśmy zawczasu przeczytać; na razie rozmawiamy (czy raczej słuchamy) przede wszystkim o ogólnych kontekstach i założeniach. No, ale zobaczymy, co będzie dalej.

Tymczasem wypada jeszcze opisać naszego drugiego wykładowcę, z którym mamy dwie trzecie zajęć (łączny program kursu obejmuje trzy seminaria dziennie: od 9.15 do 10.45, od 11 do 12.30 oraz od 14 do 15.30). Thomas D'Andrea na co dzień pracuje na Uniwersytecie w Cambridge w Wielkiej Brytanii, ale wszystko wskazuje, że podobnie jak Susan Hanssen jest Amerykaninem. Nie przypomina jednak stereotypowego mieszkańca tego kraju: wydaje się raczej introwertykiem, niekiedy ścisza głos tak bardzo, że trudno go zrozumieć.

Ciekawe, którego z prowadzących pod koniec zajęć ocenię wyżej.


PS. Jak się w końcu okazało, amerykańscy kongresmeni z trudem doszli do porozumienia. Ale ich krótkowzroczność nie pozostała bez konsekwencji. Ocena wiarygodności kredytow udzielanych rządowi Stanów Zjednoczonych została obniżona, z maksymalnego poziomu AAA do znacznie mniej satysfakcjonującej rangi AA+.

Obywatele USA już wkrótce odczują to wszystko na własnej skórze, kiedy wzrosną stawki kredytów w bankach krajowych. Ale być może najważniejszym skutkiem kryzysu w Kongresie będzie utrata wiary w siłę amerykańskiego giganta, i tak już mocno nadwerężonej załamaniem finansowym roku 2008.

3 komentarze:

  1. Wyczuwam drobne wpływy "Inside Job" w tym wpisie.

    Pamiętaj, że Amerykanie mogą po prostu podnieść podatki i załatać dziurę w kilka lat. (Przy polskim PKB to byłoby niewyobrażalne) To cały czas największa gospodarka na świecie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wyczuwasz nie bez powodu!

    Podniesienie podatkow -- tak, chyba nawet Amerykanie juz to zrobili (albo wkrotce zrobia). Ale to tez nie najlepiej wplynie na morale mieszkancow Stanow.

    Ciekawosc: w jakim sensie takie rozwiazanie przy polskim PKB byloby niewyobrazalne? Wydaje mi sie, ze Polska ma nie tylko mniejsze PKB od USA, ale i mniejsze dlugi? :)

    OdpowiedzUsuń