1. Rasizm czy ponura rzeczywistość? Czarnoskórzy Amerykanie to zaledwie 12% społeczeństwa, a jednocześnie ponoć aż 80% więźniów. Zatem czy niechęć do tego, by mieć Murzyna za sąsiada, pracownika czy lokatora, to rzeczywiście uprzedzenie? Z drugiej strony ta negatywna reputacja wpływa na to, że standard życia czarnoskórych oraz ich sytuacja społeczna są najczęściej dużo gorsze niż u białych, co sprzyja wysokiej przestępczości. W ten sposób koło się zamyka i nawet czarnoskóry prezydent nie ma na to wielkiego wpływu, bo oprócz zmian w amerykańskiej świadomości potrzebne są też zmiany w systemie.
2. W Stanach nie chodzi się piechotą; amerykańska średnia to ponad dwa samochody na rodzinę. Paramus, w którym zatrzymaliśmy się na trzy dni, jest siecią ulic i autostrad, wokół których wyrosły centra handlowe z wielkimi parkingami oraz piękne domy otoczone mnóstwem zieleni. Życie płynie albo w domu, albo w mallu – trudno byłoby kogokolwiek podejrzewać o chęć przechadzek wzdłuż pięciopasmowych ulic. Nie ma też ani autobusów miejskich, ani ścieżek rowerowych, ani nawet chodników poza terenem osiedli. Przestrzeń publiczna jest zbyt rozległa, żeby spotykać się z nią sam na sam. Niezbędny jest pośrednik: samochód.
3. Ameryka to dziwna kraina, w której płaci się za odbieranie SMS-ów. Dobrze przeczytaliście, odbieranie. Wiedziałem, że musi istnieć taka dziedzina życia, w której mieszkańcy Stanów Zjednoczonych nie są jeszcze ucywilizowani. Trzeba im jednak oddać, że pod pewnym względem ucywilizowali się aż za bardzo: telefon z kontraktem na 90 dni można teoretycznie zwrócić nawet po 90 dniach użytkowania (byle w oryginalnym pudełku). Nie trzeba podobno żadnych tłumaczeń, wystarczy być niezadowolonym z jakości produktu. Już się zastanawiamy, czy we wrześniu to zadziała…
4. Co oprócz starej nokii z nowym numerem można kupić w Ameryce? Między innymi czajnik z oryginalną harmonijką Hohnera, który gwiżdże – czajnik, nie Hohner – na dwa tony. A co można zobaczyć na biurku pracownika AAA (związku 51 klubów samochodowych, który oferuje bezcenną pomoc podróżującym autem przez Stany)? A Clash of Kings, drugi tom coraz lepiej znanego cyklu George’a Martina. W Nowym Jorku jest już autobus pomalowany w barwy Gry o tron, toteż czekamy tylko na billboardy wyświetlające sceny z serialu.
Może wtedy Wojtek w końcu się zgodzi obejrzeć przynajmniej dwa odcinki? Trzymajcie kciuki!
+1
OdpowiedzUsuńAd. 1: They see me rollin', they hatin', controllin', tryin' to catch me runnin' dirty...
OdpowiedzUsuńhttp://www.youtube.com/watch?v=CtwJvgPJ9xw
P,MSPANC. :)
Ad. 2: Slyszalem, ze osoby poruszajace sie pieszo (poza centrami miast) wzbudzaja podejrzenie terrorystyczne. :)
Ad. 3: Ha, slyszalem kiedys, ze w USA esemesy sie nie przyjely. Teraz juz wiem, dlaczego. :)
@Repek:
Jezeli zarejestrujesz sie na Google Plus, bedziesz mogl plusowac stamtad (jest ikonka +1 pod wpisem). Duzo bardziej profesjonalnie. :)
@repek
OdpowiedzUsuńDzieki za "1 silnia"!
@Borys
1. Z sieci korzystam glownie w bibliotekach, wiec na razie filmiku nie obejrze. Moze potem sie uda. ;)
2. Nas na razie to nie spotkalo, ale poki co rzadko wykraczamy poza centrum miast. Zobaczymy, jak bedzie potem w parkach narodowych!
3. Ano. :)
@borys
OdpowiedzUsuńJa nie chcę profesjonalnie. To hermetyczny kod dla Staszka. :)