– Staszku, teraz twoja pora na wpis.
– Ale ja nie mam tutaj laptopa.
– No to pisz na papierze.
– Na papierze będę pisał bloga? Jak zwierzęta?!
Piątek najlepiej streszcza hasło: perfect timing. Na plażę w New Jersey wujkowie Wojtka przywieźli nas o 16.05 – później niż zamierzaliśmy, a to z powodu dużego ruchu. W USA jest tyle samochodów, że zatory powstają nawet na pięciopasmowych drogach. Ale nie ma tego złego, co by na tańsze nie wyszło: ciepłe wody Atlantyku (i niemałe fale) były płatne, jednak tylko do 16. Oszczędziliśmy w ten sposób po trzy dolary. Czas sprzyjał nam także później: tuż po tym, jak trafiliśmy do nadbrzeżnej restauracji, zaczął padać ulewny deszcz. How much is this umbrella?, wołał do jednej ze śmiałych Amerykanek wujek Wojtka – niestety parasolka nie była na sprzedaż.
Przy okazji zobaczyliśmy, że Amerykanie są naprawdę bezpośredni. Wujek stwierdził, że jego drink ma za mało alkoholu, i poskarżył się kelnerce, przytaczając recepturę. Ciocia natomiast odmówiła przyjęcia głównego dania, jakie jej przyniesiono, bo ryba była „jakaś nie taka”. Caithlyn, która nas obsługiwała, przyniosła nowe porcje bez jednego mrugnięcia, z uśmiechem na ustach. Widocznie w Stanach dobrze zdają sobie sprawę z tego, że lepiej stracić kilka dolarów, niż klienta i jego sieć społeczna. Gdyby z zamianą porcji były problemy, wujkowie Wojtka zapewne nie odwiedziliby już tego miejsca, może tez odradzaliby to znajomym. A co na to wszystko polscy restauratorzy?
Swoja drogą budynki w New Jersey są piękne. Chyba większość domów w tym stanie ma albo fasadę z cegieł, albo tzw. boarding, czyli elewację z poziomych lub pionowych desek zachodzących na siebie jak dachówki. Przypomina to nieco (tak przynajmniej twierdzi Wojtek) skandynawskie domki, ale one są nierzadko budowane w całości z drewna, a tutaj służy ono jedynie jako budulec fasady. Da się też dostrzec podobieństwo do domków w Anglii (tak przynajmniej twierdzi Wojtek).
Tak czy inaczej, architektura domów w New Jersey urzeka: dobrze dobrane kolory, wyraźny styl z klasycyzującymi detalami, no i przede wszystkim to, że zarówno same budynki, jak i ich otoczenie są po prostu w bardzo dobrym stanie. Kiedy w Polsce budowano perły architektury sowieckiej i bloki osiedlowe – dziś niszczejące – tutaj powstawały rzędy domków, które do tej pory wyglądają czysto i schludnie.
Jedyny problem: mało czytamy. Nie zdążyliśmy przeczytać wszystkich lektur na zaczynające się w poniedziałek seminarium, a nasza średnia z ostatnich dwu dni to jakieś 10 stron na dobę. Lekturze nie sprzyja ani krótki sen w nocy ze środy na czwartek, ani twarda walka z jet lagiem. Chyba nie przeczytamy wszystkiego – pozostaje nadzieja, że inni uczestnicy kursu są studentami godnymi swego miana.
Na koniec chciałem pozdrowić notatki Wojtka, które przyczyniły się do powstania tego wpisu. Dziekuję za to, że jesteście zawsze blisko!
+1 :)
OdpowiedzUsuń